Jesteśmy małą ekipą z Chełmu Śląskiego i przyjeżdżamy własnym busem z agregatem natryskowym. Na tej stronie opisujemy, co dokładnie dzieje się od Twojego telefonu do zejścia z budowy.

Bus z agregatem staje przed domem, do środka idzie tylko wąż i pistolet
Zaczyna się od telefonu albo od formularza. Pytamy o trzy rzeczy: co ma być ocieplone, w jakiej jesteś miejscowości i kiedy planujesz robotę. Potem umawiamy się na oględziny i przyjeżdżamy obejrzeć poddasze, ścianę, fundament albo halę.
Na miejscu mierzymy powierzchnię i patrzymy na to, czego nie widać ze zdjęć: na dostęp do poddasza, na wysokość pod płatwią, na stan deskowania i na to, czym jest zastawione pomieszczenie. Z tego wychodzi wycena. Oględziny i dojazd nic nie kosztują i do niczego Cię nie zobowiązują.
Przy oględzinach rozmawiamy o grubości warstwy. Mówimy, ile zwykle daje się na skos poddasza, na ściankę kolankową, na ścianę fundamentową i na dach hali. To jest nasza sugestia, a decyzja należy do Ciebie i robimy dokładnie tyle, ile zamówisz.
Zależność jest prosta i mówimy o niej od razu. Grubsza warstwa to więcej materiału, a więcej materiału to wyższy koszt. Dzięki temu wiesz, na co się umawiasz, zanim przyjedziemy z agregatem.
Przyjeżdżamy własnym busem, w którym na stałe zabudowany jest agregat natryskowy. Agregat zostaje w aucie, a do budynku wchodzi tylko wąż grzewczy i pistolet. Wąż prowadzimy przez wejście albo przez okno, po drodze, która nikomu nie blokuje przejścia.
Ekipa pracuje w białych kombinezonach z kapturem i w maskach. To zwykły strój roboczy przy natrysku. Po związaniu piana nie wydziela zapachów ani substancji szkodliwych dla zdrowia.
Przed pierwszym pociągnięciem pistoletu sprawdzamy, czy powierzchnia nie jest za wilgotna. Mokre deskowanie, przemarznięta ściana albo świeżo zalany beton to powód, żeby przełożyć robotę na inny termin. Nie natryskujemy na mokre podłoże, bo piana ma się z nim związać na lata. Przy fundamencie osobno usuwa się wilgoć, zanim położymy warstwę izolacji.
Potem idzie przygotowanie. Zabezpieczamy foliami okna, podłogę, schody, instalacje i wszystko, co zostaje w pomieszczeniu. Zajmuje to zwykle sporą część poranka i to jest ta część, po której widać, czy dzień pójdzie spokojnie.
Pianę natryskujemy prosto na powierzchnię, w kilku przejściach, aż dojdziemy do ustalonej grubości. Wychodzi jedna powierzchnia bez łączeń i bez mostków termicznych. Materiał rozpręża się dopiero po zetknięciu z podłożem i sam wypełnia szczeliny, do których nie da się nic włożyć ręką. Dlatego pistolet trzymamy blisko powierzchni, a strumień jest krótki.
Na całej powierzchni kładziemy ustaloną grubość. Nie robimy grubiej w jednym polu i cieniej w drugim, bo najcieńsze miejsce i tak decyduje o stratach ciepła. Warstwa jest bezspoinowa, więc nie ma w niej łączeń ani przerw, w których powstawałyby mostki termiczne. Piana trzyma się sama, bez kołków, klejów i innych elementów mocujących, i przykleja się do cegły, betonu i drewna.
Na panelu agregatu jest licznik zużycia materiału. Pokazuje, ile piany faktycznie weszło w Twój budynek tego dnia. To jest podstawa pierwszego sposobu rozliczenia: przy dachach wielospadowych i skomplikowanych płacisz za zużycie według licznika.
Drugi sposób, przy nieskomplikowanych dachach i prostych, równych powierzchniach, to rozliczenie za grubość warstwy i metry kwadratowe. Sposób ustalamy przy wycenie i przy nim zostajemy do końca roboty. Licznik zostaje przy tym widoczny, więc możesz go obejrzeć razem z nami.
Całe ocieplenie zwykle mieści się w jednym dniu roboczym, licząc od rozstawienia sprzętu do posprzątania. Tradycyjnie robiona izolacja to zwykle co najmniej dwa dni pracy, a natrysk skraca to do jednego.
Pracujemy przez cały rok, także zimą. Zakres pracy piany sięga od minus czterdziestu do plus stu stopni, więc chłód sam w sobie nie jest przeszkodą. Jedyne, co realnie przesuwa termin, to zbyt wilgotne podłoże, a to sprawdzamy na miejscu przed startem.
Po natrysku zbieramy folie, zwijamy wąż i sprzątamy po sobie. Oglądamy warstwę razem z Tobą, pole po polu, i pokazujemy stan licznika. Piana po związaniu nie osiada i nie przesuwa się, więc to, co widzisz tego dnia, zostaje tam na ponad dwadzieścia pięć lat.






Ktoś powinien być, żeby wpuścić ekipę i ustalić szczegóły na miejscu. Nie musisz stać przy nas cały dzień, ale na koniec warto obejrzeć warstwę i licznik razem z nami.
Najlepiej opróżnić pomieszczenie z rzeczy, które da się wynieść, i zapewnić dojazd busem pod budynek. Resztę zabezpieczamy foliami sami.
Tak, pracujemy przez cały rok. Przeszkodą bywa wilgotne podłoże. Sama temperatura na zewnątrz nam nie wadzi. Wilgotność sprawdzamy na miejscu przed natryskiem.
Z licznika na panelu agregatu, który pokazuje zużycie materiału. Możesz go obejrzeć razem z nami po zakończeniu pracy.
Piana po związaniu nie emituje zapachów ani substancji szkodliwych dla zdrowia. W dniu pracy pomieszczenie i tak jest otwarte, bo przechodzi przez nie wąż.
Zadzwoń albo napisz, przyjedziemy, zmierzymy i podamy wycenę, a dojazd na oględziny nic nie kosztuje.