Natryskujemy pianę otwartokomórkową na skosy, jętkę i ściankę kolankową, bez łączeń, do ustalonej grubości. Przyjeżdżamy, mierzymy poddasze i ustalamy z Tobą grubość, a wycena i dojazd nic nie kosztują.

Poddasze po natrysku. Piana leży równo między wiązarami, bez przerw i bez łączeń.
Ciepło ucieka z poddasza w miejscach, których nie widać po zabudowie płytą. Pierwsze z nich to murłata, czyli belka leżąca na ściance kolankowej. Drugie to styk skosu z jętką, gdzie kończy się jedna płaszczyzna, a zaczyna druga. Trzecie to obejście komina i kołnierz okna dachowego.
W każdym z tych miejsc materiał układany kawałkami zostawia szczelinę. Szczelina jest wąska i niewidoczna, a przez nią zimą ucieka ciepłe powietrze. Latem to samo miejsce wpuszcza pod dach gorące. Właściciel widzi to później na rachunku i po tym, że w sypialni na poddaszu w lipcu nie da się spać.
Pianę natryskujemy prosto na powierzchnię i rozpręża się ona po zetknięciu z podłożem. Wchodzi w szczelinę między krokwią a deskowaniem, obchodzi murłatę i zamyka narożnik pod jętką. Warstwa jest bezspoinowa, więc mostków termicznych na styku dwóch płaszczyzn po prostu nie ma.
Na poddaszu kładziemy ustaloną grubość na całej połaci, bez łączeń. Skos nad łóżkiem dostaje dokładnie tyle samo piany, co skos nad schodami. Dzięki temu poddasze grzeje się i stygnie równo, bez zimnych pasów przy ściance kolankowej.
Do trzymania piany nie potrzeba kołków, klejów ani listew. Materiał przykleja się sam do drewna krokwi, do deskowania, do muru ścianki kolankowej i do betonu. Konstrukcja drewniana pracuje przez lata, a warstwa piany pracuje razem z nią i się od niej nie odczepia.
Piana jest lekka, więc nie obciąża więźby ani stropu. To ma znaczenie na starych poddaszach, gdzie nikt nie liczył konstrukcji pod dodatkowy ciężar. Po latach warstwa zostaje tam, gdzie ją położyliśmy, nie osiada i nie zsuwa się po skosie.
Na poddasza dajemy pianę otwartokomórkową, czyli tę miękką. Jest paroprzepuszczalna, więc para wodna z domu przez nią przechodzi i nie skrapla się pod izolacją. Poddasze oddycha, a drewno więźby zostaje suche.
Ta piana nie gromadzi kurzu i nie jest pożywką dla grzybów ani bakterii. Jest hipoalergiczna i nie oddaje zapachu do pomieszczenia, więc nadaje się pod poddasze użytkowe, w którym się mieszka i śpi. Przy okazji wygłusza, bo jej struktura rozprasza fale dźwiękowe. Deszcz po blasze słychać po natrysku znacznie ciszej.
Więcej o samym materiale i o tym, jak wygląda po natrysku, piszemy na osobnej stronie: Piana otwartokomórkowa, gdzie ją dajemy i dlaczego na poddasze.
Pod samą blachą latem robi się jak w piekarniku, a piana to ucina. Blacha nagrzewa się szybciej niż dachówka i oddaje ciepło prosto do środka. Zimą działa odwrotnie: chłodna blacha wychładza powietrze pod połacią i na jej spodzie zbiera się kondensacja.
Na takim dachu natryskujemy pianę na deskowanie albo na membranę pod blachą, od murłaty po kalenicę. Warstwa idzie po krokwiach i między nimi, bez łączeń. Pas przy pasie nadrynnowym robimy na końcu, bo tam jest najciaśniej i najłatwiej zostawić przerwę.
Wiązary kratownicowe mają krzyżulce co kilkadziesiąt centymetrów. Materiał w płatach trzeba tam dociąć w kilkanaście kształtów, a każde cięcie to kolejna szczelina. Piana wchodzi w te przestrzenie bez docinania, bo rozpręża się w środku kratownicy.
Natryskujemy ją między krzyżulce i na spód połaci, bez łączeń. Zdjęcie na górze tej strony pokazuje dokładnie takie poddasze po naszej robocie. Widać na nim, że piana obeszła każdą belkę i nigdzie nie została goła deska.
Na starych domach odstępy między krokwiami rzadko są równe. Bywa też, że krokwie mają różną wysokość, bo dach był kiedyś poprawiany. Dla nas to nie robi różnicy, bo grubość odmierzamy od płaszczyzny, a nie od rozstawu belek.
Przed natryskiem sprawdzamy, czy deskowanie i drewno nie są za wilgotne. Szukamy śladów zacieku przy kominie i przy oknie dachowym, bo tam woda leci najczęściej. Jeśli poddasze jest przemoczone, przekładamy robotę na inny termin i wracamy, gdy podłoże wyschnie. Natrysk na mokre drewno nie ma sensu i tego nie robimy.
Stara izolacja z poddasza musi zejść przed naszym przyjazdem. Jeśli zostaje, mówimy o tym przy wycenie i umawiamy się, kto ją zdejmuje.
Ocieplenie poddasza w domu jednorodzinnym to zwykle jeden dzień roboczy. Przyjeżdżamy busem z agregatem, rozwijamy węże po schodach i zabezpieczamy to, co zostaje w środku. Foliami zakrywamy okna dachowe, schody i wszystko, czego nie da się wynieść ze skosów.
Ekipa pracuje w kombinezonach i maskach, bo tak się przy natrysku pracuje. To standard roboty, a nie znak, że coś zagraża mieszkańcom. W czasie natrysku i przez chwilę po nim poddasze wietrzymy.
Natrysk idzie płaszczyzna po płaszczyźnie: najpierw ścianka kolankowa, potem skos, na końcu sufit pod jętką. Po wyjściu ekipy poddasze jest gotowe do zabudowy płytą. Pracujemy przez cały rok, także zimą, więc na ocieplenie poddasza nie trzeba czekać do wiosny.
O grubości warstwy decyduje klient. Przy wycenie mówimy, ile piany zwykle daje się na skos, a ile na sufit pod jętką, i tłumaczymy, co z czego wynika. Grubsza warstwa to więcej materiału i wyższy koszt roboty. Ostatecznie robimy tyle, ile sobie życzysz, i trzymamy tę grubość na całej połaci.
Rozliczyć się można na dwa sposoby. Przy dachach wielospadowych i skomplikowanych rozliczamy zużycie piany według licznika na agregacie, który liczy każdy kilogram wypuszczonego materiału. Przy nieskomplikowanych dachach, np. dwuspadowych, rozliczamy się za grubość warstwy i metry kwadratowe. Ustalamy to przed rozpoczęciem roboty, a nie po niej.
Szczelne poddasze potrafi obniżyć koszt ogrzewania nawet o pięćdziesiąt procent. Zwrot takiej inwestycji liczy się zwykle w sześciu do ośmiu lat. Warstwa piany służy ponad dwadzieścia pięć lat i przez ten czas nie traci właściwości.
Materiał pracuje w zakresie od minus czterdziestu do plus stu stopni, więc mróz na dachu i upał pod blachą nic mu nie robią. Działa w obie strony: zimą trzyma ciepło w domu, latem trzyma upał na zewnątrz. Ocieplone poddasze podnosi też wartość domu, bo kupujący patrzą dziś na koszty ogrzewania.




Zwykle jeden dzień roboczy. Przyjeżdżamy rano, zabezpieczamy poddasze, natryskujemy całą połać i tego samego dnia zwijamy węże. Przy dużym poddaszu o skomplikowanym kształcie mówimy o tym wprost przy wycenie.
Tak. Pracujemy przez cały rok, także przy mrozie. Piana pracuje w zakresie od minus czterdziestu do plus stu stopni. Ważniejsze od temperatury jest to, żeby drewno i deskowanie były suche.
Opróżnij skosy i ściankę kolankową z rzeczy, które da się wynieść. Zdejmij starą izolację, jeśli jeszcze leży pod dachem. Resztę zabezpieczamy sami foliami, łącznie z oknami dachowymi i schodami.
Piana trzyma się sama i po zaschnięciu nic jej nie podtrzymuje. Zabudowę robisz wtedy, kiedy Ci pasuje. Warstwa w tym czasie nie osiada i nie zsuwa się ze skosu.
Do tych trzydziestu trzech miejscowości jeździmy na oględziny bez opłat. Pracujemy na całym Śląsku i w Małopolsce, dalszy dojazd umawiamy przez telefon.
Zadzwoń albo napisz, przyjedziemy obejrzeć poddasze i podamy grubość oraz koszt, a wycena i dojazd nic nie kosztują.