Ocieplamy hale stalowe, magazyny i obiekty produkcyjne pianą PUR natryskiem od środka. Przyjeżdżamy na obiekt, mierzymy połać i podajemy wycenę, a dojazd i oględziny nic nie kosztują.

Dach hali po natrysku, piana leży bez łączeń na całej połaci
Hala stalowa oddaje najwięcej ciepła przez dach. Blacha trapezowa ma setki metrów zakładek, styków i śrub. Każdy taki styk pracuje zimą i latem, i każdy przepuszcza. Pianę zamkniętokomórkową natryskujemy od spodu, prosto na blachę i na płatwie. Piana rozpręża się po zetknięciu z powierzchnią i wchodzi w każdą fałdę trapezu. Przy śrubie i przy zakładce arkusza nie zostaje szczelina. Warstwa przechodzi także w poprzek płatwi, więc stalowa konstrukcja nośna zostaje przykryta razem z poszyciem.
Piana trzyma się sama. Nie wbijamy kołków, nie stosujemy klejów, nie wieszamy pod dachem żadnego rusztu. Dla poszycia hali to znaczy tyle, że nie robimy w nim nowych otworów. Piana przykleja się do blachy, do betonu i do drewna, i nie odczepia się od nich z czasem.
Zimą blacha przyjmuje temperaturę powietrza na zewnątrz. Ciepłe powietrze z hali dotyka zimnego poszycia i para wodna skrapla się na spodzie. Krople lecą na regały, na palety i na posadzkę. W magazynie z kartonem, papierem albo elektroniką to jest realna strata towaru.
Warstwa piany zamkniętokomórkowej odcina ciepłe powietrze hali od zimnej blachy. Piana nie nasiąka wodą, więc sama zostaje sucha. Metal pod nią przestaje moknąć, a to chroni poszycie i płatwie przed korozją. Ten sam mechanizm chroni drewniane elementy dachu przed gniciem, bo wilgoć do nich nie dochodzi.
Pod blachą bez izolacji w lipcu robi się jak w piekarniku. Piana ucina to z obu stron: zimą trzyma ciepło w środku, latem trzyma upał na zewnątrz. Ściany hali natryskujemy tak samo jak dach, od środka, bez łączeń na całej powierzchni. Ocieplamy też magazyny, przechowywalnie owoców i warzyw, budynki inwentarskie oraz obiekty usługowe, handlowe i produkcyjne.
Hala to zwykle jedna wielka kubatura, w której każdy dźwięk chodzi po ścianach. Struktura piany rozprasza fale dźwiękowe, więc razem z ciepłem dostajesz mniej hałasu z posadzki i z maszyn. Piana jest lekka i nie dokłada obciążenia konstrukcji, więc kładziemy ją także na lekkich dachach stalowych.
Na hali nie da się pracować z drabiny. Wysokość pod płatwią bywa kilkanaście metrów, więc wjeżdżamy rusztowaniem albo podnośnikiem i idziemy polami wzdłuż płatwi. Wąż grzewczy prowadzimy od agregatu w busie, po posadzce, tak żeby nie blokował bramy. Przed startem zabezpieczamy foliami to, co zostaje w hali: regały, instalacje, oświetlenie, bramy i posadzkę przy ścianach.
Ekipa pracuje w kombinezonach z maskami. To zwykły strój roboczy przy natrysku. Po zakończeniu piana nie wydziela zapachów ani substancji szkodliwych dla zdrowia, więc halę można normalnie użytkować.
Na dachu hali kładziemy ustaloną grubość na całej połaci. Nie robimy grubiej nad biurem i cieniej nad magazynem, bo wtedy cieńsze pole i tak decyduje o stratach ciepła. Grubość ustalamy razem przy wycenie i decyzja należy do Ciebie. My mówimy, ile zwykle daje się na dach z blachy trapezowej i na ścianę hali, a robimy tyle, ile zamawiasz. Każdy dodatkowy centymetr na całej połaci hali to dużo więcej piany, więc grubość wybieramy z ołówkiem w ręku.
Piana po związaniu nie osiada i nie przesuwa się w polach między płatwiami. Zostaje tam, gdzie ją położyliśmy, i pracuje ponad dwadzieścia pięć lat. Wytrzymuje temperatury od minus czterdziestu do plus stu stopni, więc dach nagrzany latem jej nie szkodzi.
Firmie potrzebna jest konkretna liczba. Dlatego przy hali wycenę robimy z metrażu połaci dachu i ścian, po obejrzeniu obiektu na miejscu. Patrzymy na wysokość pod płatwią, na dostęp dla podnośnika, na stan poszycia i na to, co zostaje w środku podczas prac.
Rozliczyć można się na dwa sposoby. Pierwszy: za zużycie piany według licznika na agregacie, który pokazuje, ile materiału weszło w obiekt. Drugi, przy prostych, równych powierzchniach: za grubość warstwy i metry kwadratowe. Przy dużych powierzchniach licznik jest czytelniejszy, bo widać na nim dokładnie, co poszło na Twój dach.
Pracujemy przez cały rok, także zimą, więc terminu nie trzeba przesuwać na wiosnę. Na hali to bywa wygodne, bo w przestoju albo w okresie mniejszej produkcji łatwiej zwolnić powierzchnię pod rusztowanie.
Przed natryskiem sprawdzamy wilgotność poszycia i konstrukcji. Jeśli na blasze stoi kondensat albo poszycie jest przemoczone, przekładamy robotę na inny termin. Piana ma iść na suche podłoże, żeby trzymała się blachy przez lata. Tradycyjnie ocieplona hala to zwykle co najmniej dwa dni pracy, natrysk skraca to zwykle do jednego dnia roboczego.




Zwykle tak, jeśli można zwolnić powierzchnię pod rusztowanie i zabezpieczyć to, co zostaje w środku. Foliami osłaniamy regały, instalacje i posadzkę przy ścianach. Zakres uzgadniamy przy oględzinach, bo każda hala jest inaczej zastawiona.
Tak. Warstwa piany zamkniętokomórkowej odcina ciepłe powietrze hali od zimnego poszycia, więc na spodzie blachy nie ma czego skraplać. Piana nie nasiąka wodą i nie dopuszcza wilgoci do metalu, co chroni go przed korozją.
Nie. Piana trzyma się sama, bez kołków, klejów i innych elementów mocujących. W poszyciu hali nie robimy nowych otworów.
Zwykle jeden dzień roboczy, licząc od rozstawienia sprzętu do zejścia z połaci. Przy bardzo dużym metrażu albo trudnym dostępie mówimy o tym wprost przy wycenie.
Z metrażu połaci i z ustalonej grubości, po obejrzeniu obiektu. Przy hali częściej rozliczamy według licznika na agregacie, bo połać z blachy trapezowej ma fale i zużycie liczy się dokładniej niż z metrów.
Do tych trzydziestu trzech miejscowości jeździmy na oględziny bez opłat. Pracujemy na całym Śląsku i w Małopolsce, dalszy dojazd umawiamy przez telefon.
Zadzwoń albo wyślij metraż hali, przyjedziemy obejrzeć obiekt, a wycena i dojazd nic nie kosztują.