W Będzinie ocieplamy hale, magazyny i budynki firmowe pianą zamkniętokomórkową. Przy dużej połaci mówimy z góry, ile materiału na nią zejdzie i jak wygląda rozliczenie. Z Chełmu Śląskiego jedziemy tu dwadzieścia cztery kilometry, a obmiar nic nie kosztuje.

Połać po obmiarze. Ustalona grubość na całej powierzchni, bez cieńszych miejsc.
Będzin jest miastem poprzemysłowym w Zagłębiu, a obiekty firmowe rozrzucone są po Łagiszy, Grodźcu, Warpiu i Ksawerze. Obok siebie stoją tu budynki bardzo różnej wielkości: warsztat na kilkaset metrów i magazyn, którego połać liczy się w tysiącach.
Przy małym obiekcie rozmowa jest krótka, bo cała robota schodzi w jeden dzień. Przy dużej hali pierwsze pytanie brzmi inaczej: ile materiału na to pójdzie i czy da się to rozłożyć w czasie.
Druga sprawa to ruch w obiekcie. Firma pracuje, towar wjeżdża i wyjeżdża, a hali nie da się zamknąć na kilka dni. Dlatego przy oględzinach ustalamy dwie rzeczy naraz: grubość warstwy i kolejność, w jakiej wchodzimy na poszczególne części.
Obmiar robimy na miejscu. Powierzchnię dachu, ścian i szczytów liczymy osobno, bo na każdej z nich schodzi inna ilość materiału. Z tego wychodzi liczba metrów, od której zaczyna się rozmowa o grubości.
Grubość wybierasz Ty. Mówimy, ile zwykle daje się na dach z blachy i na ścianę hali oraz o ile więcej piany zabiera każdy dodatkowy centymetr. Na całej powierzchni warstwa ma jedną wysokość, bez cieńszych miejsc w rogach i przy okapie.
Rozliczyć można się na dwa sposoby. Pierwszy to zapłata za pianę zużytą na obiekcie, którą pokazuje licznik na agregacie. Drugi, przy prostych, równych powierzchniach, to zapłata za grubość warstwy i metry kwadratowe. Który wybierasz, mówisz przed robotą.
Dużą halę da się podzielić na etapy. Najczęściej pierwszy idzie dach, bo tamtędy ucieka najwięcej ciepła, a ściany wchodzą w kolejnym terminie. Każdy etap kończy się warstwą domkniętą samą w sobie, więc obiekt nie zostaje w połowie roboty.
Kolejność dopasowujemy do pracy firmy. Wchodzimy częściami, po jednej nawie albo po jednej ścianie, a stanowiska pod natryskiem zasłaniamy. Pracujemy cały rok, także zimą, więc termin nie zależy od pory roku.
Zdjęcia poniżej są z naszych robót. Nie podpisujemy ich miejscowością, bo nie przy każdej ją zapisaliśmy.


Tak. Zwykle zaczynamy od dachu, bo tamtędy ucieka najwięcej ciepła, a ściany robimy w kolejnym terminie. Każdy etap jest domknięty, więc korzyść widać już po pierwszym.
Z licznika na agregacie. Pokazuje on zużycie materiału na tej robocie i na tej podstawie liczymy pierwszy sposób rozliczenia. Drugi, przy prostych, równych powierzchniach, to zapłata za grubość warstwy i metry kwadratowe.
Tak nie robimy. Na danej powierzchni kładziemy ustaloną grubość, bo cieńsze miejsce staje się tym, którym ucieka ciepło. Inną grubość na dachu i inną na ścianie da się ustalić przed robotą.
Zwykle nie na cały czas. Wchodzimy częściami, po jednej nawie albo po jednej ścianie, a stanowiska pod natryskiem zasłaniamy. Po związaniu warstwa nie wydziela zapachu ani niczego szkodliwego dla zdrowia.
Hale w miastach obok ocieplamy tak samo, a za dojazd na oględziny nie doliczamy nic.
W tej samej miejscowości ocieplamy też inne obiekty.
Zadzwoń pod 503 162 570 albo napisz. Przyjedziemy do Będzina, obmierzymy połać i powiemy, ile materiału na nią zejdzie.